Dookoła Polski – Dzień 5

Pierwszy dzień powrotu. Kolejny niezwykle upalny dzień. Omijałem już wszelkie ciekawe miejsca, po prostu gnałem niesamowitymi drogami. Zahaczyłem o Jaśliska, Krynicę i dalej z Tatrami na horyzoncie. Garmin ciągnął mnie niestrudzenie serpentynami, i spotykałem tam wielu motocyklistów, głownie z Niemiec czy Holandii. Z niektórymi jechałem dobre kilkanaście kilometrów zanim nasze drogi się rozeszły. Potem Śląsk, który nie jest wyjątkowo malowniczy. Ale miałem tam bardzo przyjemne spotkanie.

Miejsce: Jakieś duże skrzyżowanie na śląsku, czerwone światło. Podjeżdża obok mega wystylizowany motocyklista, Harley, chromy wypolerowane niemal na lustro, ani jednego pyłku na na lakierze, twarz zakryta chustką z nadrukiem czaszki. Dzieci w tym momencie wpadałyby w paniczne spazmy, ja zerknąłem tylko, miałem już kilkaset kilometrów za sobą i byłem dość zmęczony.

Kolega się odzywa:

– „Kaj (taki był chyba początek zdania, choć nie jestem pewny)………………….”

Niestety nie rozumiem ani słowa. Zdanie wypowiedziane jest piękną gwarą, aczkolwiek dla mnie zupełnie niezrozumiałą. Uśmiecham się i informuję o swoim braku znajomości miejscowego języka.

-„Dokąd jedziesz” – pyta ponownie, tym razem płynną polszczyzną kolega.

– „Opawa w Czechach” – informuję.

– „A skąd?” – kolega nadal zainteresowany

– „Ze Szczecina, lecę dookoła polski” – informuję

– „Długo już?”

– „Piąty dzień”

– „Szacun!”

Ten „Szacun” był szczery, i w swojej prostocie sprawił że naprawdę poczułem się mocno. Poczułem się doceniony, spełniony, dumny z siebie, nie ma co. I mimo że byliśmy z innych bajek, maszyny na których siedzieliśmy sprawiły, że byliśmy przez te kilka sekund kumplami.

Do Opawy dotarłem już po ciemku. Wcześniej, już po przekroczeniu granicy, Garmin pociągnął bardzo dziwnymi drogami, niemal ścieżkami przez lasy. W ciemności taka jazda ma motocyklu przez las wzbudza niesamowite emocje. Zmęczenie potęguje niepewność, ale też poczucie przygody, radość pojawia się gdy znów wracam na piękny asfalt.

W samej Opawie nocowałem w niezwykłym hotelu. Budynek obok stadionu i klimat lat osiemdziesiątych w każdym calu. Ale był prysznic i łóżko, nic więcej nie trzeba przed ostatnim skokiem do domu.

Opawa

Parkhotel Opava

Posted in Dookoła Polski and tagged with . RSS 2.0 feed.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *