Dookoła Polski – Dzień 4

Przed nami południowa część Ściany Wschodniej. Bardziej już mi znajoma, ale tylko w tej najbardziej południowej części. Ten dzień to była czysta jazda. I pierwszy dzień naprawdę pięknej pogody i niestety ogromnego upału. Jedyny dłuższy postój to obiad na starówce w Zamościu. Piękne miasto rzeczywiście, ale mnie zdecydowanie ciągnęło już w stronę gór. Tego dnia dojechałem do najbardziej oddalonego punktu od domu. Po drodze pierwsza próba naciągania łańcucha. To była część wyjazdu do której najmniej byłem przygotowany. Tak naprawdę w teorii to proste, ale w praktyce już mniej. I to też coś zupełnie nowego w moich wyprawach, dbanie o maszynę, powolne jej poznawanie, oswajanie. Muszę przyznać że tam, na drodze do Ustrzyk Górnych, moje uszy, palce, skóra były bardzo wyczulone. Słuchałem silnika, odczuwałem wibracje, cały czas porównywałem zestaw bodźców którymi codziennie, z każdą minutą, dzieliła się ze mną Honda. Czy wszystko jest w normie, czy nie ma żadnych nowych dźwięków? Czy maszyna działa tak jak trzeba? To było ciągłe, nieustanne, lekkie napięcie, oczekiwanie i skupienie. Ale też nie ukrywam, że po tych kliku dniach moje zaufanie było już dużo większe, to ciągłe wsłuchiwanie się, nie przeszkadzało mi, było po prostu częścią tego rodzaju przeżywania którego wtedy doświadczałem. Zjednoczenie z maszyną.

Deus Ex Machina.

2015-07-15 11.53.29

Stary Rynek w Zamościu

Poprzednim razem w Ustrzykach Górnych byłem 1989 roku. Kawał Czasu i niezłe wspomnienia. Ale to były inne Góry, inne miejsce. Niby poznawałem okolicę ale zanocować na głównym polu namiotowym nie dałem rady. Nieźle to musiało wyglądać, gdy wjechałem mocno już zakurzony na środek placu, gdzie mogłem dokładnie obejrzeć to wspaniałe miejsce, i za chwilę wyprułem z powrotem za bramę. Grille, przyczepy campingowe, plastikowe krzesełka, klapki, radio EREMEFEFEM srax, wrzaski niezliczonej ilości dzieciaków. No po prostu cudownie, marzyłem o tym. Ostre przegazowanie i znikam stamtąd, jak sądzę również ku uldze części miejscowych turystów, tak przyjemnie już tam zagnieżdżonych. Zanocowałem na miniaturowym polu obok schroniska PTTK. Było to też coś surrealistycznego gdy przeciskałem się pomiędzy kilkoma namiotami moją Hondą. A to jest naprawdę kawał wielkiego metalowego kloca:-). Ale spotkałem miłą parę ze Szczecina, pogadaliśmy sobie chwilę, przyjemny wieczór. Przydaje się identyfikacja za pomocą tablicy rejestracyjnej, bo to oni się zorientowali skąd jestem.

Uczciłem ten wieczór miejscowym (chyba) piwem. W końcu należało mi się, byłem na Drugim Końcu Polski. Połowa drogi za mną, zaczynam powrót.

Posted in Dookoła Polski and tagged with . RSS 2.0 feed.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *